środa, 28 czerwca 2017

Las na Broadway'u? To jednak możliwe!


Przesłuchania i oficjalne wywieszenie obsady. Scena z przetartych belek. Gwoździe powbijane
w stare kawałki drewna. Oślepiające światła reflektorów. Dźwięki orkiestry dochodzące spod sceny
i dyrygent "wykukujący" z dziury. 


Na belkach wyrasta las, może nieprawdziwy, ale całkowicie przypominający rzeczywistość. Drzewa budowane z siatki, oklejane gazetami i malowane, w ściółce wykładana powierzchnia matami sztucznej trawy, suche już liście porozrzucane w bezładzie. Od czasu do czasu pojawia się nawet kwiatek, by dodać uroku i wiarygodności. 


I trochę dalej, a bardziej po drugiej stronie, ktoś wyjątkowo potrzebny. Widz. Przychodzi, by odkryć "tajemnice lasu".



Źródło ilustracji: archiwum autorki tekstu
Sam ten las nie skrywałby jednak tylu tajemnic, gdyby nie życie, które się w nim toczy i perypetie jego mieszkańców. Kradzież harfy i ziarenka fasoli prosto z nieba od olbrzyma, podróż Jasia na targ, by sprzedać krowę, poszukiwanie Jasia przez zmartwioną mamę, klątwa Czarownicy na rodzinę Piekarza i warunki, które muszą zostać spełnione w trzy dni przed północą, by jego żona mogła mieć dziecko. Mieszanka trochę wybuchowa: spotkania z Czerwonym Kapturkiem, Wilkiem, Kopciusz-
kiem, Roszpunką i dwojgiem książęcych braci szukających miłości. A wszystko to po to, by zdobyć złoty pantofelek, czerwoną pelerynkę, włosy jak kłos kukurydzy i krowę białą jak śnieg.
 

Ruchome domki różnych bohaterów, efekty specjalne, a do tego jeszcze wieża, z której Roszpunka spuszcza swoje niewyobrażalnie długie włosy. 


Źródło ilustracji: archiwum autorki tekstu
Lekkie zmiany w historii i połączenie bajek i wątków dają zupełnie nowy i zaskakujący spektakl,
a dokładniej musical. Więcej w nim zdecydowanie śpiewu niż kwestii mówionych, a muzycy prawie nigdy nie przestają grać. Postaci idą "Into The Woods", by walczyć o swoje marzenia, robić interesy, odwiedzić bliskich, albo najzwyczajniej gubią się w jego zakamarkach i zawsze zbiegiem okoliczności napotykają się na siebie. 



Źródło ilustracji: archiwum autorki tekstu
Żmudne próby każdego dnia po kilka godzin i nieszczęsne powtarzanie układów, piosenek i scen zbiorowych sprawiają, że aktorzy mają dość. I jeszcze te przymiarki i zgranie wejść, kwestii śpiewanych i mówionych z orkiestrą...w tym scenicznym lesie wcale nie jest tak łatwo. Śmierć
od uderzenia berłem w głowę i bycie martwym cały czas będąc na scenie, to tylko niektóre
z wyzwań. Ale przecież we wszystkim można znaleźć plusy, prawda? Aktorka miała głowę
za kamieniem leżąc już nieżywa i mogła spać, byleby tylko nie przegapić wejścia. 



Źródło ilustracji: archiwum autorki tekstu
Premiera. Miesiące prób opłacają się, gdy w końcu nadchodzi ten dzień. Po drodze były dramy, zgrzyty, kłótnie i płacze, ale też zżycie się z innymi członkami obsady. 

Zagranie takiego przedstawienia tylko kilka razy, to zbyt mało. Przedstawienia Stephen'a Sondheim'a i James'a Lapine stworzonego w 1987 roku,które zrewolucjonizowało scenę musicalową i było najdłuższym wystawianym spektaklem na Broadway'u, wygrywając tony prestiżowych nagród
i zawierając piosenki sławne na całym świecie. 


Swoim scenariuszem, trudnością poziomu muzycznego i oryginalnością zainspirowało wytwórnię Disney'a do nakręcenia adaptacji filmowej z takimi gwiazdami jak Meryl Streep, Johnny Depp
czy Anna Kendrick w rolach głównych.

Od lat przyciąga setki widzów, ale jak się kończy? Ukłonem. Mało kto jednak wie, czym tak naprawdę jest ukłon.


Źródło ilustracji: archiwum autorki tekstu
Artyści kłaniają się w jednym głównym celu: by podziękować publiczności. Za przyjście,
za cierpliwość, oklaski i to, że mieli ochotę zajrzeć w świat na scenie, a nie obrzucili aktorów pomidorami i wyszli.

Tego wszystkiego nauczył mnie nauczyciel historii, muzyki, śpiewu i teatru, a także reżyser licealnych spektakli podczas całej pracy nad "Into The Woods" w Damascus High School,
MD w USA.


Julia Sekulska, 1F

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz