wtorek, 13 czerwca 2017

National Theatre Live





National Theatre Live to inicjatywa, która ma na celu ukazanie brytyjskiej kultury teatru widowni
z całego świata i to bez opuszczania własnego kraju. W miarę możliwości realizują swoje założenia, transmitując spektakle teatralne najwybitniejszych teatrów wysp brytyjskich (a właściwie angielskich).

Program realizuje się już od roku 2009, od transmisji „Fedry”, klasycystycznej tragedii Jeana Racine’a. W rolę główną wcieliła się Helen Mirren.



Do chwili obecnej widzowie mogli zobaczyć ponad 40 spektakli zarówno z Teatru Narodowego,
jak i innych, np. Teatr Almeida, The Globe i wiele więcej. Według statystyk przedstawienia obejrzało ok. 5,5 miliona osób w ok. 2000 kinach na całym świecie.


W Polsce transmisje możemy oglądać w Multikinie, a także w wybranych kinach studyjnych,
np. w Poznaniu możemy wybrać się do kina pałacowego. Więcej szczegółów można znaleźć
na tych stronach:

http://ntlive.nationaltheatre.org.uk/about-us
http://new.nazywowkinach.pl/nt-live
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/teatr

Sama obejrzałam kilka transmisji i retransmisji, ale postanowiłam wybrać jeden spektakl i napisać jego recenzję. Wybrałam przedstawienie pt. ,,Frankenstein”, czyli teatralną adaptację powieści Mary Shelley z 1818 roku. Za scenariusz odpowiedzialny jest Nick Dear, a reżyserią zajął się Danny Boyle znany z filmu ,,Steve Jobs” z Michaelem Fassbenderem w roli głównej.



,,Frankenstein” jakiego proponuje nam National Theatre to spektakularne widowisko, które potrafi zaskoczyć już na wstępie. Przedstawienie zostało zrealizowane w dwóch wersjach. W pierwszej
rolę monstrum odgrywa Benedict Cumeberbatch (,,Gra tajemnic”, serial ,,Sherlock”). W drugiej odsłonie spektaklu w postać monstrum wciela się Johnny Lee Miller (,,Mroczne cienie” serial ,,Elementary”). Zmiana tego kim są bohaterowie w poszczególnych odsłonach pozwala ocenić kunszt danego bohatera, jego podejście do roli i różnicę w ekspresji uczuć.

Każdy aktor jest inny, a Ci dwaj Panowie z pewnością nie uprawiają odtwórstwa. Każdy z nich musi balansować między postacią monstrum, a doktora Frankensteina, nie mogą zdradzić swojej drugiej osobowości. Takie podejście do tematu i aranżacja pozwalają na interpretację, jakoby to zarówno twórca jak i jego dzieło miały w sobie coś ,,potwornego”. Czy właśnie tak nie jest, bo kto ekspery-
mentuje z ciałem bez duszy i stara się stworzyć ,,żywą martwość” ?

Pokrótce omówię wersję z Benedictem Cumberbatchem w roli monstrum. Fabuła – mamy tu do czy-
nienia z klasyczną historią. Akcja zaczyna się w stolicy Szwajcarii – Genewie. Tam poznajemy naszego głównego bohatera, którym jest naukowiec-filozof Wiktor Frankenstein usiłujący rozwikłać zagadkę śmierci. Prowadzi wieloletnie badania i poszukiwania, których efektem jest odkrycie możli-
wości przywracania życia zmarłym, a wręcz stworzenie idealnego człowieka. Niestety, jego eksperyment nie idzie po jego myśli, kończy się tragicznie. Zamiast idealnego człowieka powstaje monstrum. Powstały potwór wprawdzie inteligentne i wykazujące ludzkie odruchy, jednak nie potrafi się odnaleźć w otaczającej go rzeczywistości.

Źródło ilustracji: bbc.co.uk

Barierą do współistnienia z normalnymi ludźmi jest jego wygląd – ludzie są przerażeni i uciekają
na jego widok. Stwór prześladuje swojego stwórcę i podąża za nim, licząc, że ten okaże mu miłość
i zrozumienie. Ponieważ mamy do czynienia z dramatem to i zakończenie nie jest szczęśliwe,
ale tego nie będę zdradzała.

Spektakl aktorsko zachwyca, bo tutaj nie grają tylko słowem, ale także gestem, mimiką i ruchem scenicznym, wręcz tanecznym. Wszyscy bohaterowie w sposób jasny (swą grą) wyrażają uczucia,
a te staja się łatwe do odczytania. Sam moment narodzin monstrum jest perełką całego przed-
stawienia, bo okazuje całą nieludzkość kreatury. Do tego należy dodać muzykę, która współgra,
a nawet spina wszystko w całość. Odzwierciedla nastrój każdej sceny i nadaje poszczególnej scenie odpowiedni klimat. Nie jestem jedyną osobą, która doceniła to widowisko, bo od roku 2011 jest ciągle powtarzane nie tylko w kinach, ale i na żywo w tetrach.

Żeby zachęcić do śledzenia wydarzeń związanych z NTL, zebrałam daty, dni, odnośniki i zwiastuny do poszczególnych przedstawień w jednym miejscu:


Kto się boi Wirginii Woolf ( w tytułowej roli Imelda Staunton)

-20.06.2017 (wtorek)
-12.10.2017 (czwartek)
-28.11.2017 (wtorek)

https://www.youtube.com/watch?v=CaExIzq9DsE
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-kto- sie-boi- wirginii-woolf

Opętani (Jude Law)

-22.06.2017 (czwartek)
-11.07.2017 (wtorek)
-5.10.2017 (czwartek)

https://www.youtube.com/watch?v=TylpAQ1k9Ew
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-opetanie- z-jude- em-law

Wieczór trzech króli

-27.06.2017 (wtorek)
-10.10.2017 (wtorek)
-6.01.2018 (sobota)


https://www.youtube.com/watch?v=c5xoRm8BGX0
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-wieczor- trzech-kroli

Antoniusz i Kleopatra

-6.07.2017 (czwartek)

https://www.youtube.com/watch?v=PowBArVscUY
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/royal-shakespeare- company-antoniusz- i-kleopatra

Hedda Gabler

-18.07.2017 (wtorek)

https://youtu.be/UjrgIxEJ6tU
https://multikino.pl/pl/wydarzenia/nt-live/national- theatre-live- hedda-gabler

Piotruś Pan

-23.07.2017 (niedziela)
-15.08.2017 (wtorek)
-12.09.2017 (wtorek)

https://www.youtube.com/watch?v=TEh7OWMaUnE
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-piotrus- pan

Salome

-27.07.2017 (czwartek)
-29.08.2017 (wtorek)
-31.10.2017 (wtorek)

https://www.youtube.com/watch?v=GI815cXcsJQ
https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-salome

Rosencrantz i Guildenstern nie żyją (Daniel Radcliff; Joshua McGuire)

-1.08.2017 (wtorek)
-14.11.2017 (wtorek)

https://youtu.be/9EwS_JU8Eng
https://multikino.pl/wydarzenia/nt-live/national- theatre-live- rosencrantz-i-guildenstern-nie- zyja

Tytus Andronikus

-14.09.2017 (sobota)

https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/royal-shakespeare- company-tytus- andronikus

Anioły w Ameryce (cz.1)

-21.09.2017 (czwartek)
-19.10.2017 (czwartek)
-9.11.2017 (czwartek)

https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-anioly- w-ameryce- cz-1

Anioły w Ameryce (cz.2)

-26.09.2017 (wtorek)
-26.10.2017 (czwartek)
-16.11.2017 (czwartek)

https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-anioly- w-ameryce- cz-2

Amadeusz

-28.09.2017 (czwartek)

https://youtu.be/oeuIYyGdu_I
https://multikino.pl/wydarzenia/nt-live/national- theatre-live- amadeusz

Yerma Lorki

-24.10.2017 (wtorek)
-21.11.2017 (wtorek)

https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/national-theatre- live-yerma- lorki

Koriolan
-7.11.2017 (wtorek)

https://multikino.pl/wydarzenia/teatry/royal-shakespeare- company-koriolan


POLECAM!



Natasza Thiem, 1A

czwartek, 8 czerwca 2017

O architekturze “mijanej” tramwajem, cz. 2


Kościół p. w. Maryi Królowej, Rynek Wildecki


Kolejnym z ciekawych, poznańskich budynków jest były kościół ewangelicki, obecnie kościół
Maryi Królowej przy Rynku Wildeckim. Oddany został w 1907 roku, a zaprojektowany przez Oskara Hossfelda, autora m.in. zabudowy berlińskiej Museumsinsel (Wyspy Muzeów).






Kościół został zbudowany na planie prostokąta w neorenesansowym stylu. Fasada i elewacja budynku jest prosta w formie, nieprzesadzona. Od frontu i tylnej strony bryły dostrzegamy utrzymane w tym samym stylu szczyty, które wdzięcznie “spływają” aby połączyć się ze ścianami bocznymi kościoła. Hossfeld osiągnął ten efekt umieszczając tam tzw. spływy wolutowe. Samą wolutę znamy z konstrukcji kolumny - był to element wieńczący jej trzon, w kształcie spirali, lub zwijającego się rogu. To w renesansie właśnie powstała wariacja na jej temat, spływ wolutowy właśnie, który pozwolił na bardzo dekoracyjne i harmonijne spięcie górnej i dolnej części kondygnacji.

Od frontu wyrasta nam wysoka na 45 m., prostokątna wieża. Gdy przypomnimy sobie wygląd renesansowego, włoskiego kościoła, wiemy, że rzadko kiedy wieże się tam pojawiały, co najwyżej
w formie campanilli (dzwonnicy), umieszczonej tuż obok. Jest to zatem pierwszy element, który
wkrada nam się i zaburza “renesansowość” kościoła, przynajmniej tą typową, którą mamy przed oczami, myśląc o włoskim odrodzeniu. Takich ciekawostek jest jeszcze kilka - pierwszą z nich jest układ okien - występują parami, co przywodzi na myśl układ tzw. biforiów, bardzo popularnych w gotyku, oknach wsytępujących w parze. Niemalże typowe biforium dostrzegamy na wieży, tuż przy miejscu, w którym przechodzi ona w ośmiokąt. Ale to nie koniec gotyku! Do bocznych ścian kościoła “przytulają się” przypory, odstające, pionowe elementy, które wzmacniają konstrukcję, a które najbardziej charakterystyczne stały się właśnie w tych czasach. Oprócz tego w górnej części witrażowych okien, dostrzegamy tzw. rybi pęcherz - motyw dekoracyjny, który pojawia się, a jakże,
w stylu gotyckim!

Ostatnim ciekawym elementem zewnętrza kościoła jest jego portal - neomanierystyczny - zdobny
w wymyślne ornamenty, z maleńkimi, kompozytowymi pilastrami po bokach (porządek kompozytowy łączył ze sobą porządek joński i koryncki - liście akantu z wolutami).

Warto też wejść do środka - znajdują się tam bardzo ciekawe, a rzadko widziane empory - pamiątka po ewangelickiej przeszłości kościoła - balkoniki, na które mogli wchodzić wierni. Kościół przy Rynku Wildeckim to przykład budynku, który mimo prostej formy potrafi zaskoczyć. Zdecydowanie warto
się mu lepiej przyjrzeć!



Jakub Sójka, 2F
Zdjęcia: Marta Piotrowicz, 1F

wtorek, 6 czerwca 2017

O architekturze “mijanej” tramwajem - nowa seria artykułów o Poznaniu




                      
Wprowadzenie - słowem o tej serii

 

Architektura i urbanistyka miejska w obrębie której się poruszamy, w obrębie której żyjemy
z  biegiem czasu staje się dla nas niewidzialna. Jadąc tramwajem, autobusem patrzymy w dół,
gdy, często ponad naszymi głowami wznoszą się fantastyczne budynki, kamienice czy kościoły,
na które nie zwracamy uwagi. O tym właśnie będzie ta seria - o architekturze “mijanej” tramwajem, architekturze którą jest częścią naszej codziennej rzeczywistości, architekturze, którą mimo
jej niezaprzeczalnego piękna, wybieramy, nieświadomie, omijać.

W każdym wpisie przedstawię jeden interesujący poznański budynek, opiszę w jakiej epoce powstał, co ją charakteryzowało i co czyni go wyjątkowym, wartym uwagi. Wprowadzę również kilka pojęć
z dziedziny architektury, które warto znać :)



                                                     Kamienica Plac Wolności 4

 
Kamienicę w 1908 roku zaprojektował Hermann Röhde, oddana została w 1909 r. Do końca
II wojny światowej była budynkiem o charakterze mieszkalno-handlowym; w PRL-u funkcjonowały
tam delikatesy. Po generalnym remoncie w latach 1990-1992 znajduje się tam bank.

Kamienica zawiera w sobie zarówno cechy baroku i secesji. Neobarokowa jest jej forma - kamienica zdaje się “płynąć”, a to przez esujący gzyms, który “spływa” na dół, nadając lekkości całej fasadzie. Takie było zapewne zamierzenie architekta - przyciągnięcie uwagi patrzącego najpierw na górną część fasady, by potem jego wzrok płynnie przeniósł się ku masywniejszej, dolnej części kamienicy, co ją wizualnie odciąża. Drugim elementem konstrukcji fasady, nadającej jej “barokowości” jest zaokrąglone ryzalitowanie w górnej części kondygnacji, czyli wysunięcie jej do przodu. Płynnie spaja to kolumny, nadając kamienicy harmonię, jednocześnie dopełnia poczucie “płynności” budynku. Wszystko to sprawia, że kamienica przy placu Wolności 4 wyraźnie wyróżnia się spośród raczej modernistycznej zabudowy placu!

Druga epoka obecna w architekturze kamienicy to secesja. Obecna jest ona w ornamentyce. Bez wątpienia najciekawszym jej elementem są kapitele czyli zwieńczenia kolumn. Klasyczne kapitele zastąpiono płaskorzeźbami. Motywy antropomorficzne były w secesji bardzo popularne, co więcej płaskorzeźby odnoszą się do handlu (tkaninami), co sprawia że oprócz funkcji czysto dekoracyjnej, pokazywały patrzącemu co miało (do końca II wojny światowej) miejsce w środku. Kolejnymi ornamentami na budynku są te ponad kapitelami, z motywami roślinnymi i głowami ludzkimi - również, bardzo typowe dla secesji. W kartuszu, czyli ozdobnym obramowaniu, u szczytu fasady, znajduje się data zaprojektowania budynku. Poza tym między oknami w środkowej części budynku
i na balustradach umieszczone zostały proste ornamenty geometryczne - także bardzo popularne
w dobie secesji. 


Kamienica przy placu Wolności 4 zdecydowanie wyróżnia się wśród raczej modernistycznej zabudowy placu. Zdecydowanie warto zwrócić na nią uwagę, bo jest niezwykle oryginalna i piękna!

Jakub Sójka, 2F
Zdjęcia: Marta Piotrowicz, 1F
 


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Haute Couture - moda = sztuka




Haute Couture - moda = sztuka


Czyli o co właściwie chodzi?


Zacznijmy od podstaw - Haute Couture z języka francuskiego oznacza wysokie krawiectwo,
to jest - forma mody szytej zazwyczaj ręcznie, na miarę, z wysokiej jakości materiałów - bardzo często postrzegana jako wyraz kunsztu projektanta i wyjątkowy popis jego wyobraźni. Stworzone kreacje są prawdziwymi dziełami sztuki, szyte specjalnie na pokazy mody lub zamówienie klienta.

Początki haute couture sięgają XVIII w., gdy francuska projektantka Rose Bertin otworzyła swój
dom mody w Paryżu, dzięki czemu została wprowadzona na dwór Marii Antoniny i zyskała tytuł Ministra Mody, tym samym zakorzeniając modę we francuskiej kulturze. 


Za ojca haute couture uważa się jednak angielskiego projektanta, couturiera (wybitnego krawca) Charlesa Fredericka Wortha, działającego w Paryżu w XIX w., wspieranego przez cesarzową Eugenię - żonę Napoleona III. Jako pierwszy zaproponował oryginalne praktyki reklamowe, takie jak np. pokazy z udziałem modelek, a także pomysł z tworzeniem całych kolekcji. Worth połączył ze sobą szycie na miarę z bardziej ustandaryzowaną produkcją o większej skali - tworzył indywidualne projekty dla bogatych i znanych klientów (4 kolekcje w roku - klienci mogli wybierać wyłącznie spośród nich), a jednocześnie przygotowywał portfolio gotowych projektów do kupienia dla zwykłych ludzi.

 
Projekty domu mody House of Worth

Paryski rynek modowy stawał się olbrzymi i produkcja dóbr wzrastała, a dużo ludzi chciało zrobić majątek windując ceny produktów niskiej jakości. W związku z tym, syn Wortha, Gaston Worth stworzył stowarzyszenie “Chambre syndicale de la couture francaise”, żeby chronić interesy couturierów. Stowarzyszenie działa do dzisiaj, a członkowie muszą spełniać wymagania:

- dom mody musi mieć zatrudnione co najmniej 25 osób,
- kolekcje są prezentowane dwa razy w roku w Paryżu,
- trzeba pokazać minimum 35 modeli, wszystkie unikatowe,
- projekty muszą być z najlepszych i ekskluzywnych materiałów, ręcznie szyte.

Charles Worth przetarł szlaki dla równie wybitnych projektantów, takich jak np. Madeleine Vionnet, Jeanne Lanvin, Coco Chanel, Christiana Diora, Christobala Balenciagi czy Elsy Schiaparelli.

Projekt haute couture Christiana Diora

Obecnie haute couture różni się od czasów opisanych powyżej. Według serwisu tematmoda.pl, "w szczycie swojej świetności przy tworzeniu kreacji na pokazy pracowało ponad 46.000 ludzi,
a samych domów mody było ponad 1000. Dziś wysokie krawiectwo prezentuje zaledwie 16 firm
i zatrudniają one w tym celu około 4500 ludzi." Dzisiejsze haute couture wiąże się także z wysokimi cenami prezentowanych kreacji - tylko bogate klientki z wyższych sfer są w stanie pozwolić sobie
na ich zakup.


Głównym celem haute couture jest jednak prezentowanie mody jako sztuki oraz podkreślenie prestiżu domów mody, które zajmują się wysokim krawiectwem. Projektanci pragną tworzyć dzieła jedyne w swoim rodzaju, zapierające dech w piersi. Zakup Haute Couture to zakup kawałka historii o niesamowitej wartości. Kostium zaprojektowany osobiście przez Coco Chanel albo powojenna sukienka od Christian’a Dior’a mogą być warte więcej niż niejeden obraz znanego malarza. Moim zdaniem, niewielu potrafiłoby odmówić przyjęcia takiego dzieła.


Projekty haute couture, od lewej: Ulyana Sergeenko, Ralph&Russo, Versace

Haute Couture pozwala nam podziwiać modę w jej najbardziej mistrzowskiej formie,
a tworzone dzięki wysokiemu krawiectwu kreacje to prawdziwe dzieła sztuki.

Maja Szklarska, 1F


sobota, 3 czerwca 2017

AZULEJO – krótka historia portugalskiej ceramiki


Gdy spojrzymy na zdjęcia portugalskich budynków (lub będziemy mieli takie szczęście, by sami
w Portugalii się znaleźć), nie trudno będzie nam spostrzec piękne plastycznie dzieła, stworzone
z małych, cienkich ceramicznych płytek – azulejo (czyt. azuleżo). Zastanowić się można – co jest takiego niesamowitego w płytkach? Przyznać trzeba, że naprawdę dużo.

A Estação de Sao Bento w Porto (1916) wraz z pięknymi azulejo na ścianach.
Źródło ilustracji: Pinterest

Słowo azulejo pochodzi z arabskiego terminu azzelij, które oznacza mały, wypolerowany kamyk używany do tworzenia bizantyjskich mozaik z Bliskiego Wschodu. W języku portugalskim jego etymologia jest często mylona ze słowem azul, które oznacza kolor niebieski. Jednakże prawdziwym źródłem tego terminu jest język arabski.

Azulejo to element ceramiczny, o cienkiej grubości, głównie kwadratowy, o wymiarach 15cm x 15cm. Jedna z jego stron jest oszklona w wyniku wypalania w wysokich temperaturach. Dzięki temu płytki te zyskują dużą wytrzymałość na wilgoć oraz połysk.

Element dekoracyjny złożony z kwadratowych azulejo. Źródło ilustracji: http://www.retromoderna.pl
Kultura tworzenia mozaik dostała się do Półwyspu Iberyjskiego przez Maurów, którzy przez kilkaset lat panowali nad terenem współczesnej Hiszpanii i Portugalii (azulejo występuje również w Hiszpanii, choć w mniejszym stopniu). Ten sposób ozdabiania budynków był ściśle związany z kulturą Islamu, wedle której zakazane jest przedstawianie jest istot żyjących. Dzięki obecności Maurów na Półwys-
pie Iberyjskim, tworzenie azulejo rozpowszechniło się w obu krajach między XI a XVI wiekiem, szczególnie w Maladze, Walencji, Talavera de la Reina i w Sewilli.

Azulejo stało się szczególnie popularne w Portugalii, skąd rozpowszechniło się do ówczesnych kolonii portugalskich w Afryce, Indii oraz w Brazylii. Odtąd azulejo stało się synonimem tradycyjnej sztuki portugalskiej.

A Padeira de Aljubarrota. Źródło ilustracji: https://mondomoda.com.br

Azulejo dotarło do Portugalii z Hiszpanii dzięki królowi Manuelowi I Szczęśliwemu w 1498 roku, który szybko zarządził korzystanie z azulejo do dekorowania budynków. Jednym z najbardziej znanych
i najwcześniejszych przykładów portugalskiej sztuki azulejo jest Pałac Narodowy w Sintrze (Palácio Nacional de Sintra). Dzięki odkryciom geograficznym Portugalczyków (XV wiek), kultura azulejo rozpowszechniła się na całym świecie.

Pałac Narodowy w Sintrze. Źródło ilustracji: https://www.vagabondo.net
W epoce renesansu azulejo stało się bardzo popularne wśród kleru, który widział w nim sposób
na tanie i wydajne pokrywanie dużych powierzchni ścian kościołów. Od epoki baroku w Portugalii rozpoczęła się produkcja masowa azulejo, która tworzona była do pokrywania wielkich powierzchni kafelkami o powtarzalnych wzorach.

Do końca XVII wieku, importowano do Portugalii jeszcze płytki, ale w latach 1687-1698 całkowicie zakazano importu, co wzmocniło pozycję państwa na międzynarodowym rynku azulejo. Wiek XVIII przyniósł większe zapotrzebowanie na płytki (między innymi przez duże ilości zamawiane przez Brazylię), co sprawiło, że ich produkcja znacznie wzrosła. Były one wykonywane w sposób barokowy – bardzo dekoracyjne i bardzo zdobione. Kościoły były praktycznie w całości pokryte azulejo –
od sufitów, sklepień, przez ściany, do podłóg.


A Capela das Almas w Porto. Źródło ilustracji: https://commons.wikimedia.org
Jak wiadomo, wiek XVIII był okresem rozprzestrzenienia się w Europie francuskiego rokoka, które pojawiło się również w azulejo. Zaczęto tworzyć kompozycje z płytek o bardzo bogatych zdobie-
niach, które idealnie wyrażały nastroje osiemnastowiecznej Europy.

Pałac w Queluz. Źródło ilustracji: http://www.wikiwand.com

Na Portugalię w 1755 roku spadło niespodziewane trzęsienie ziemi, które spowodowało konieczność odbudowy wielu miast, co doprowadziło do powrotu do produkcji tańszych i mniej ozdobnych płytek azulejo. Kafelki tamtego okresu były bardziej klasycystyczne, mniej dekoracyjne niż poprzednie, rokokowe.

Wiek XIX przyniósł wielkie zmiany w produkcji azulejo. Brazylijczycy zaczęli produkować własny rodzaj płytek, który wkrótce później dotarł do Europy i znacząco wpłynął na styl azulejo w Portugalii
i Europie.

Azulejo od początku istnienia było wyrazem panujących w Europie stylów artystycznych. Stało
się tak również w wieku XX (secesja, art déco, sztuka współczesna).

Adam Wiktor, 2F

Azulejo autorstwa Marii Keil – stacja metra Intendente w Lizbonie. Źródło ilustracji: https://commons.wikimedia.org

poniedziałek, 22 maja 2017

Yayoi Kusama



Yayoi Kusama


Sztuka Yayoi Kusamy jest bardzo charakterystyczna – jednolite grochy pokrywające powierzchnie, rośliny, ściany, przedmioty, ludzi. Może wydawać się do nudne, ale przy zobaczeniu prac japońskiej artystki od razu zmienimy zdanie.


Yayoi Kusama - Infinity Mirrored Room—All the Eternal Love I Have for the Pumpkins

Grochy są idealnym kształtem i, według artystki, reprezentują jedność natury męskiej i kobiecej, oddają ideę ekspansji wszechświata i wiecznego ruchu. W powyższej pracy tę nieskończoność możemy bez problemu zauważyć. Jest to jeden z nieskończonych pokojów stworzonych z luster.
W tej konstrukcji stworzonej z drewna, plastiku, luster, farby akrylowej i lamp LED widzimy przeszłość Yayoi. Artystka pochodziła z rodziny, która zajmowała się uprawą i sprzedażą nasion.
Od najmłodszych lat była zafascynowana dyniami za ich formę, kształt, fakturę. W sztuce artystki pojawiały się od lat czterdziestych.



Yayoi Kusama – Samozatarcie

W sztuce Yayoi Kusamy ważnym terminem jest „samozatarcie”. Jest to moment przemiany niematerialnych wizji i pomysłów artysty w materialny, fizyczny obiekt. Jest
to moment połączenia między naszą realną przestrzenią a nieskończonym światem myśli
twórcy.



Yayoi Kusama - Infinity Mirrored Room—The Souls of Millions of Light Years Away
Instalacja ta w idealny sposób pokazuje filozofię Kusamy. Wchodząc do pokoju, stajemy przed… Właśnie, czym? Lustrem? Czy może nieskończoną rzeczywistością? Jesteśmy w małym pokoju, czy może unosimy się pośrodku jednej z galaktyk? Czy unoszące się wokół nas kolorowe światełka to lampki LED czy gwiazdy? Sztuka Kusamy zadaje wiele pytań. Ale to już nasza rola, żeby odpowiedzieć, czy stoimy w małym pokoju, czy pośrodku nieskończenie rozległej przestrzeni.
W jej pracach granica między światem wyobraźni i fantazji a światem rzeczywistości zanika. Wszystko przenika i ze sobą współgra w niesamowitej, zapierającej dech w piersiach i uniwersalnej harmonii.



Yayoi Kusama – Infinity Nets
Sztuka była dla Yayoi Kusamy formą przedstawienia swoich lęków i urojeń, z którymi zmagała
się od dziecka. W wielu pracach pojawiają się niepokojąco zniekształcone macki. Wszystkie
te formy artystyczne pomagają artystce w opanowywaniu halucynacji i problemów mentalnych.
Kusama przedstawia na obrazach i w instalacjach swoją walkę z urojeniami.



Yayoi Kusama – Louis Vuitton shop window display with Tentacles
Yayoi Kusama – My Eternal Soul
Artystka jest już w dość sędziwym wieku, co nie przeszkadza jej jednak w ciągłej pracy. Tworzy kilkanaście godzin dziennie, często nie je i nie pije. Jej proces twórczy nigdy się nie kończy
– nigdy nie może uciec od halucynacji i lęków.

Jednym z najciekawszych przykładów jej pracy związanej z lękiem jest „Accumulation”, która
jest wyrazem jej obawy przed fizycznym kontaktem z mężczyzną. Przez kilkanaście lat związku
z amerykańskim artystą Josephem Cornellem swoje obawy przed męską fizycznością przedstawiała
w pracy opanowanej przez białe, falliczne kształty.



Yayoi Kusama – Accumulation
Oglądając sztukę Kusamy, oglądamy samą Kusamę. Jest to twórczość niezwykle ciekawa i niepowtarzalna. Jest to również sztuka kontrastów – nie tylko formalna, ale i treściowa
– jej dzieła to pole walki z lękami i urojeniami.

Polacy niestety nie znają twórczości Yayoi Kusamy. A szkoda. Bo naprawdę warto.


Adam Wiktor, 2F



Źródła ilustracji:

http://interactive.qag.qld.gov.au/looknowseeforever/images/essay-
images/essay1/compulsio-Furniture_accumulation- full.jpg
http://www.ooobs.com.hk/images/cache/eb36a5bf2b29cd39613b1936bfabb71d_w960.png
https://hirshhorn.si.edu/kusama/infinity-rooms/#souls
https://hirshhorn.si.edu/wp-content/uploads/2016/12/KUSA1018- 1.jpg
https://beatricebrown.net/wp-content/uploads/2013/01/Yayoi- Kusama-Self-
Obliteration1.jpeg
http://www.itsliquid.com/wp-content/uploads/2015/08/dsc_0087.jpg


poniedziałek, 1 maja 2017

Awangarda oczyma człowieka XXI wieku



...kontynuujemy cykl wypowiedzi - odpowiedzi na zadanie:
Poproszę, byście wybrali jedno z dzieł omawianych na naszych lekcjach - takie,
które Waszym zdaniem najbardziej wpisuje się w założenia SZTUKI AWANGARDOWEJ 
i uzasadnili swój wybór w kilku zdaniach.


Sztuka - czym ona jest?

Już samo słowo wzbudza w nas odmienne uczucia oraz sprawia, że chcemy zacząć dyskutować
o wyniku procesu twórczego. Sztuka sama w sobie to coś, co
w założeniu powinno wywołać w nas różne emocje, jednak wielu z nas, patrząc na to samo dzieło, myśli co innego. Sprawą sporną jest czy coś "brzydkiego", drażniącego czy choćby niewymagającego specjalnego kunsztu zasługuje
na
miano sztuki.

Problem ten przede wszystkim dotyczy tworów awangardowych, które w założeniu miały oderwać
się od klasycznych reguł, kanonu tworzenia. Awangarda
to przede wszystkim wyrażenie siebie, zwrócenie uwagi na dany problem, zagadnienie itd. poprzez niecodzienne kształty, kolory, fakturę. Sama idea świeżego i niezmanierowanego spojrzenia na świat musiała budzić spore kontrowersje, niechęć ze strony konserwatystów, zaciekłych miłośników Michała Anioła, Rembrandta czy Rafaela, jednakże dla osób znudzonych, zagubionych i stłamszonych przez środowisko, to musiało być istne wybawienie, które zaowocowało zaistnieniem artystów takich jak, np. Braque, Balla i Malewicz.
Co
śmieszne, po niemal wieku od powstania pierwszych rewolucyjnych nurtów w sztuce, stały
się one "klasykami" tamtych czasów. Dowodzi to tego, iż wszystko
kiedyś stanie się czymś powszechnie znanym, lekko nudzącym oraz akceptowanym. Lecz ludzie bez przerwy będą szukać czegoś "świeżego" i dotychczas niewypróbowanego, niewyczerpanego tematycznie w sztuce; historia prędzej czy później zatoczy koło.

Jednak zanim to się znowu stanie, warto najpierw przypomnieć sobie to, co już minęło. Może dzięki temu nie powtórzymy już nic z przeszłości albo zaczerpniemy z niej zupełnie odmienne idee?


Awangarda i jej znaczenie

Na początku XX wieku prężnie działały nurty takie jak m.in.:
        • kubizm, 
        • futuryzm, 
        • dadaizm, 
        • ekspresjonizm, 
        • konstruktywizm, 
        • neoplastycyzm.

Niektóre były bardzo niezrozumiałe, inne mniej, jednak łączyła je jedna wspólna cecha : nutka szaleństwa. To dzięki niemu poszczególni artyści zaczęli odważnie wystawiać swoją sztukę, która, jak się teraz wydaje, obroniła się sama, bez wyjaśnień i komentarzy twórców. Poza tym ich opinie nie były najważniejsze - ważne jest, iż skłonili kogokolwiek do myślenia, a nawet krytyki. Wszyscy zaczęli zauważać, że świat wokół się zmienia, przechodzi przez jakąś fazę, więc i krytyka była czymś nowym, niespotykanym w klasycznych galeriach sztuki, gdzie nikt się nie śmiał, nie stukał
w głowę oraz nie prychał. A wchodząc do
takiego awangardowego pokoju po brzegi wypełnionego
nie do końca
zrozumiałymi elementami, człowiek mógł nareszcie wydać z siebie jęk, westchnąć teatralnie; z łatwością, którą wzmagały eksponaty, pozbywał się obojętności lub surowości
na twarzy. Czy sam widok emocji malujących się na
twarzach widzów nie był dla artystów dostatecznym powodem do lekkiego na wpół ukrytego uśmieszku zadowolenia uwidaczniającego
się u twórcy ukrytego
w cieniu, opierającego się o ścianę w swoim własnym świecie???

Zaiste, szkarłatne myśli lepiące się od gwiezdnego proszku z głowy artysty, przelane na płótno
czy tworzywo i składające się na przeróżne formy, warte były
najsurowszych, najkrytyczniejszych skarg, i westchnień szoku. Dla przedstawicieli nurtów XX wieku jedną z wartościowszych rzeczy
było po prostu
wyrażenie tego, co siedziało im w pulsujących czaszkach od niewyobrażalnie
długiego czasu.
Tamara de Lempicka, Portrait de Madame Allan Bott, 1930

Moją faworytką ówczesnych czasów jest niewątpliwie Tamara Łempicka, które prace wywołują
u mnie miłe skojarzenia z
latami 20/30., o których tyle czytam w kryminałach. Fale Marcela, ciasno przylegające filcowe kapelusze, Rolls-Royce przemierzające amerykańskie ulice... Wszystko
to, a nawet więcej bez problemu można
odnaleźć na obrazach żydowskiej malarki, która używa niezwykle ożywczych kolorów oraz lekko zgeometryzowanych kształtów do opisania swoich postaci - zarówno kobiecych jak i męskich.  Myślę, że niektóre z dzieł  Łempickiej świetnie nadawałyby
się
na plakaty z powodu swojej nieskomplikowanej, komiksowej budowy, inne wyglądają natomiast bardzo naturalnie i nie przypominają żadnych wcześniejszych. Autorka bardzo umiejętnie oddała
na
płótnach mentalność ówczesnych lat, włącznie z modą i nowinkami technicznymi.

Oprócz Art Déco po części urzekł mnie także surrealizm, a raczej jeden z jego przedstawicieli - René Magritte. Przyprawiającym o śmiech stylem twórcy jest jego bawienie się ze zmysłami
i zdrowym rozsądkiem
zdezorientowanego widza, który za wszelką cenę stara się rozstrzygnąć problem przedstawiony na którymś z obrazów. Np. gdzie zniknęła część ciała postaci z "Terapeuty" bądź, gdzie tak naprawdę stoi koń przedstawiony na "Le Blanc - Seing" - jest za czy przed poszczególnymi drzewami?
Rene Magritte, The Night of Pisa, 1952

Takie podejście do sztuki, trzeba przyznać, jest bardzo nietypowe, lecz ciekawe; pokazuje nam,
że sztuka to nie tylko patrzenie oraz podziwianie
widoków, ale także myślenie nad nią, rozstrzyganie wielu kwestii problematycznych dla naszego postrzegania siebie i świata. Do tego dzięki dziełom Magritte'a w zabawny sposób można wyobrazić sobie czy porównać świat rzeczywisty z tym
z naszej wyobraźni
- szalonym i niewpisującym się w odgórne schematy. Jestem wdzięczna artystom awangardy za to, że już wiele lat temu dali nam porządne podwaliny pod całą popkulturę
XXI wieku. Dzięki nim rozwinięto fantastyczne i kreatywne idee, które
teraz są codzienną inspiracją
oraz motorem do działań zgodnie z naszą osobistą
naturą.

Jak widać, nie zawsze trzeba wiedzieć co się tworzy i dlaczego, by móc nazwać swoje działania sztuką; nie można oczekiwać także ogólnoświatowego poklasku, a czasami nawet zrozumienia. Warto tworzyć obrazy pochodzące prosto z głębi - wtedy, tylko wtedy zaistnieje szansa, iż ten
1% populacji
doskonale nas zrozumie. Oto prawdziwa definicja sztuki.


Karolina Mickiewicz, 1a