piątek, 24 lutego 2017

Złe kobiety - wystawa i wykłady Zamkowe


Już za chwileczkę, już za momencik rusza ciekawa wystawa w poznańskim
Centrum Kultury ZAMEK.

ZŁE KOBIETY

Zaprezentowane zostaną prace artystek odważnie podejmujących
problemy pozycji kobiet we współczesnej Polsce i w świecie.

Kuratorka: Krystyna Piotrowska

Artystki i artyści: Beata Ewa Białecka, Iwona Demko, Marta Frej,
Kasia Górna, Zuzanna Janin, Anka Leśniak, Natalia LL,
Maciej Osika, Ola Polisiewicz, Aleksandra Ska

Kuratorka o wystawie:

"Tytuł wystawy czerpie z wieloznaczności pojęcia „zła”, „zły”, „złe” w języku polskim. Z jednej strony „zła kobieta” to osoba oburzona, rozdrażniona, zirytowana, dotknięta, rozzłoszczona, wściekła.
 To reakcje na to, co nas kobiety dotyka, poniża, obraża, deprecjonuje jako ludzi, obywatelki, artystki w obecnym otoczeniu społecznym i kulturowym. W ten też sposób reagujemy na zjawiska i działania polityczne, które afirmują i utrwalają patriarchalny model społeczeństwa. Z drugiej strony „zła kobieta” to dla części współczesnego społeczeństwa polskiego właśnie ta opisana powyżej postać. To ona publicznie i czynnie sprzeciwia się ograniczaniu jej praw przez wyznawców modelu patriarchalnego. Dla formacji konserwatywnych jest kobietą niedobrą, groźną, szkodliwą, ponieważ otwarcie walczy
o swoje prawa i protestuje przeciw wyznaczaniu jej podrzędnej pozycji społecznej. Jest niebezpieczna dla kręgów tradycjonalistów ponieważ łamie konserwatywne normy. Jest zagrożeniem bo uświadamia innym kobietom ich społeczne i systemowe upokorzenia. Jest niebezpieczna,
bo jej protest przeciw niesprawiedliwemu traktowaniu kobiet trafia także do mężczyzn."

Wystawa trwa od 9.03.2017 do 14.04.2017.

Więcej informacji tutaj oraz na Facebooku.


Wystawie towarzyszy ciekawy program edukacyjny.
Szczególnie polecamy CZWARTKI O SZTUCE:
[prowadzenie: Katarzyna Śmiałowicz]

2.03., 18.30

9.03., 18.30

16.03., 18.30

23.03., 18.30

oraz

30.03. g. 18.30
[prowadzenie: Karolina Sikorska]

Więcej informacji tutaj.

ZACHĘCAMY!

Źródło ilustracji: ck.zamek.pl






poniedziałek, 20 lutego 2017

Intonarumori – Luigi Russolo - koncepcja hałasu jako muzyki


Intonarumori – Luigi Russolo

Intonarumori to zestaw eksperymentalnych instrumentów muzycznych wykonanych przez włoskiego przedstawiciela futuryzmu, Luigiego Russolo, żyjącego w latach 1885-1947, malarza, kompozytora
i autora traktatu L’Arte dei rumori (Sztuka hałasu), uznaje się go za jednego z pierwszych teoretyków muzyki elektronicznej.


Nazwa instalacji (jeśli można to nazwać instalacją) – Intonarumori – pochodzi od włoskiego intona rumori, czyli tworzenie hałasu.

Każdy instrument składa się z drewnianego prostopadłościennego pudła i metalowego lub kartonowego głośnika – nie mają elementów elektronicznych. Na przestrzeni dwudziestu lat
powstało dwadzieścia siedem instrumentów.


Źródło ilustracji: wikipedia.org

Luigi Russolo w swoim traktacie zawiera myśl, że starożytność była cicha, a w dziewiętnastym wieku, wraz z narodzeniem maszyn, rozpoczął się hałas.

Zdecydowałam się opisać Intonarumori, bo fascynuje mnie koncepcja hałasu jako muzyki.
Być może taki był cel twórcy – skłonić do zastanowienia nad istotą muzyki. Z tych instrumentów bowiem wydobywa się trzask, huk, szelest, łomot i inne rozmaite warianty hałasu (we wspomnianym wcześniej traktacie zostały one dokładnie opisane i podzielone na grupy). Autor najwidoczniej widział w tym sztukę. Wyjść na ulicę i zachwycić się odgłosami przejeżdżających samochodów i tramwajów – to nie zdarza się często. W każdym razie mi się nie zdarza. Nigdy przechodząc przez miasto
nie zatrzymałam się, oszołomiona pięknem otaczających mnie dźwięków.


Rozumiem postrzeganie odgłosów natury jako sztuki – śpiewu ptaków, szelestu liści. Wydają
się one przyjemne, uspokajające, jakby głaskały nas po głowie, można się w nich zanurzyć
i przy nich odprężyć. 


Natomiast brzmienia życia codziennego ludzi nie trafiają do mnie jako piękne, a być może powinny. Jeśli ktoś odebrał staranne wykształcenie muzyczne i śpiewa w Teatrze Wielkim, to jest sztuka. Jeśli ktoś śpiewa przy wieszaniu prania, mocno fałszując, to już nie? Wystukiwanie palcami
na biurku rytmu nieistniejącego utworu to sztuka, czy nie?


Ludzie przywykli do podziwiania wypracowanych umiejętności. Niewykształceni, amatorscy pianiści nie dają koncertów. Dlaczego profesjonaliści są lepsi? No tak, mają większe możliwości techniczne
i znają całą teorię – kiedy zaakompaniować akordem C-dur, jak długo powinna trwać pauza, kiedy harmonia, a kiedy nie. Współczesna muzyka, może nie rozrywkowa, skłania się ku gloryfikacji dysharmonii, które na pierwszy rzut ucha (he, he) wydają się nieprzyjemne, wydają się być efektem pomyłki.


Jaka byłaby różnica między wyjściem na ulicę i słuchaniem samochodów a wysłuchaniem nagrania tego szumu, zarejestrowanego przez słynnego awangardowego artystę? Kierowcy przejeżdżających ciężarówek nie myślą o tym, że tworzą sztukę. Słynny artysta dostrzega w warkocie silnika coś, czego oni nie widzą i zwraca uwagę na nieuchwytny element mistycznego „czegoś więcej” kryjącego się w codziennym hałasie. Przecież piękno nie jest zdefiniowane. Szum strumienia górskiego
i dźwięk klaksonu to inne od siebie odgłosy, ale nie można ocenić jednego jako lepszego od drugiego.


Wydaje mi się, że dawna muzyka klasyczna polegała na tym, że ludzie starali się stworzyć
coś, co uważali za wspaniałe. Być może wydostać na nasz świat małe fragmenty niedostępnego przeciętnym osobom perfekcyjnego uniwersum. Chodzi o to, że artyści nie tworzą sami, ale czerpią natchnienie z nadświata, składającego się jedynie z piękna. Widzieli jego część i starali się odzwierciedlić ją jak najlepiej w naszej, mniej idealnej rzeczywistości – robiąc to poprzez nuty, poprzez farby lub glinę.


Może muzyka współczesna próbuje pokazać odbiorcom, że nie tylko oczywiste piękno ma wartość, albo że… wszystko jest pięknem. Na początku aż trudno objąć umysłem taką koncepcję. Ale co na świecie jest definitywnie brzydkie? Pająki? Śmietnik? Poparzenia? Skarpety i sandały? Śmierć?

Rozglądam się i nie mogę znaleźć niczego brzydkiego.

Może ból i cierpienie, ich obrazy w naszej rzeczywistości. Skrzywdzeni, pobici ludzie?
Nie można nazwać ich brzydkimi. Są nieszczęśliwi i obserwatorom przykro jest na nich patrzeć,
ale przypisywanie im negatywnej wartości estetycznej to błąd.


A co z martwą świnką morską? Jest piękna? Nie byłoby dużej różnicy estetycznej między martwą
a pluszową świnką, ale my mamy dodatkowe informacje, że ta pierwsza była kiedyś żywym organizmem, a teraz już nie jest i to w jakiś sposób wpływa na nas tak, że nie chcemy jej przytulać, a pluszową jak najbardziej.


Ze zmysłem węchu jest bardzo prosto – coś pachnie ładnie albo nieładnie. Można
preferować zapach róż od zapachu goździków, ale nikomu nie podoba się woń zgnilizny. Podział
na przyjemne i nieprzyjemne zapachy jest bardzo jasny, a różnice w gustach niezbyt znaczące. Inaczej jest ze wzrokiem – każdy uważa za piękny inny obraz, każdemu podoba się inny człowiek. Właściwie jak to jest możliwe, jeżeli brzydota nie istnieje?


Intonarumori pokazuje, że dźwięki nie są brzydkie. Po prostu są.

Instrumenty zaginęły lub zostały zniszczone podczas drugiej wojny światowej, jednak powstały
trzy zestawy ich rekonstrukcji. Tony, które możemy dzięki nim usłyszeć, nie wzbudzają zachwytu,
nie jest to głębokie przeżycie artystyczne, a jednak długo można się nad nimi zastanawiać. Co mogłyby przekazywać? Po co powstały?


Chcesz usłyszeć Intonarumori? Zajrzyj tutaj.



sobota, 18 lutego 2017

Pablo Picasso „Panny z Avignon” w świetle awangardy


Pablo Picasso „Panny z Avignon” w świetle awangardy


W mojej ocenie kubizm stanowił rewolucyjną próbę odejścia od malarstwa tradycyjnego i jego wizji otaczającej rzeczywistości. Podjął próbę stworzenia nowej koncepcji malarskiej. Na przestrzeni
lat możemy zaobserwować liczne zmiany w tym nurcie. Nie jest to więc kierunek spójny, stąd
dzieła tego okresu w znacznym stopniu różnią się od siebie nawzajem.

Dzieło pt. „Panny z Avignon" jest dla mnie wyjątkowe pod tym względem, iż sprawia wrażenie niedokończonego i chaotycznego. Została w nim proroczo przepowiedziana dalsza droga kubizmu. Taki zabieg jest z mojego punktu widzenia niezwykle intrygujący, gdyż jako odbiorca tego dzieła sztuki mam możliwość wykreowania własnego przebiegu zdarzeń. Na obrazie widnieje pięć prosty-
tutek z jednej z hiszpańskich dzielnic. Kobiety przyjmują niezwykle kontrowersyjne postawy,
a dwie z nich zostały zdeformowane: zamiast ludzkich twarzy mają głowy zwierząt, co jest zwią-
zane z sensem duchowym. Picasso pokazał stopniowy proces deformacji i utożsamiania
się tego, co ludzkie ze sferą przedmiotów nieorganicznych. Dostrzegam, że malarz zrezygnował
z bryły, a wizerunki kobiet zbudował ze zgeometryzowanych płaszczyzn, przez co doprowadził
do częściowego rozbicia formy. Artysta postawił na brzydotę – nie przedstawił kobiecego aktu
z wdziękiem i zmysłowością. Malarz sięgnął po konwencjonalną formę ukazywania nagości.
Nowa geometria Picassa z prostokątami lub trójkątami piersi, torsów czy kolan nie jest planimetrią,
a na malowidle trudno jest dostrzec perspektywę.


Dzięki tej nowej wizji plastycznej „Panny z Avignon", nabierają innego, bardziej indywidualnego sensu. Artysta wtłoczył w obraz nową technikę, która zapowiedziała rewolucję w sztuce i powstanie nowego nurtu, jakim jest kubizm. Obraz uwidacznia zmierzanie ku geometryzacji, w tym przypadku – kobiecych sylwetek. Picasso rozbił bryłę na szereg pojedynczych elementów i ukazał ludzkie ciało jako wiele płaszczyzn równocześnie. Właśnie z tych powodów śmiem twierdzić, iż ,,Panny
z Avignon” to dzieło awangardowe.

Źródło ilustracji: www.moma.org

Aleksandra Kurowska, 1A
 

piątek, 17 lutego 2017

Obiekt zainteresowania: MASA MIASTA



Obiekt zainteresowania: MASA MIASTA
Autor: Artur Gąsior
Data:2015/7 lutego 2017

Wodospad I
Kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze moje oczy fascynowało wszystko dookoła, znalazłam
się w miejscu, którego lokalizacja- blisko wyjątkowego parku i równie wyjątkowych łososiowo-seledynowych murów - wywołała uśmiech na mojej twarzy.
Projekt WILSON to cudownie przytulna kawiarenka oferująca alternatywne, estetycznie zaspokajające (i jakże smaczne) twory kuchenne. Naprawdę z łatwością można się tutaj zatracić.

Jednak nie to przykuło moją uwagę, gdy znalazłam się tu pierwszy raz. Popijając świeżo zaparzoną kawę, której zapach atakował moje zatoki swoją intensywnością i pobudzeniem, zaczęłam rozglądać się po wnętrzu.


Pierwszą (i jak można się spodziewać - jedyną na tamten moment) rzeczą, na którą spojrzałam,
były trzy obrazy zawieszone bezpośrednio nad kanapą przy ścianie. Siedząc idealnie naprzeciwko
tych perełek, zaczęłam zastanawiać się nad ich przesłaniem, tym, co mogą reprezentować,
co przypominają i czego nie. W mojej głowie pojawiały się różne hasła, urywki, słowa klucze.
Miałam wiele pomysłów na interpretację, mój wzrok wędrował od jednego płótna do drugiego, analizując, wyłapując szczegóły, podziwiając barwy.

Jednak artysta zdołał mnie zaskoczyć- nazywając obrazy różnymi etapami
Masy Miasta
. M a s a M i a s t a. Co się tutaj właściwie znajduje? Dużo farby, dużo warstw, dużo nieprzypadkowych plam i kresek, dużo wypukłości, dużo głębi, dużo symboli.

Wodospad II
Pierwszy obraz to seria ostrych, czerwonych kresek na beżowo-szarym tle. Doskonale widać ich odrębność i odstające elementy. Plamy są jak szalone, niekonwencjonalne przełamania codzienności bazujące na szarych fundamentach i ponurych otoczeniach. Czy symbolizuje to energię, która przepływa przez miasto w każdej okoliczności? Może ciepło człowieka w pionowym bloku z cegły lub miedzianej kamienicy? Czy chodzi tutaj
o wyśrodkowany pozytywny aspekt m a s y m i a s t a, czy o krwistą nienawiść
i zazdrość otaczającą nas w tych osadach? Interpretacji jest tyle, ile pomysłów
i myśli przewijających się w każdej sekundzie. Ale to jest właśnie piękno tego dzieła - wielowymiarowość w swojej prostolinijności. 


Drugi obraz nie zawiera żadnego przełamania kolorem, został skonstruowany z mniej lub bardziej wypukłych części o różnych głębiach czerni i szarości. Można się jednak pokusić i powiedzieć,
że jedynymi elementami ocieplającymi obraz są brązowe plamy pojawiające się nad centralnym punktem- masą ciemnej, przenikliwej farby. Czy tak wyglądają miasta z daleka? Jako górka pyłu, kamieni i gruzu? Czy wszystko wokół to tylko nic nie znacząca materia delikatnie unosząca się poza granicami naszego umysłu? A może to miasta są enigmatyczną czarną dziurą wchłaniającą spokój
i harmonię z zewnątrz? Autor stworzył piękne pole z przeciwieństwami i wykluczającymi się argumentami, które jednak potrafią je zgrać w kolejne oblicze i symbolikę m a s y m i a s t a.

Ostatni utwór plastyczny zdaje się nie pasować do reszty z uwagi na swoją - inną - formę. Pojawiają się żywe kolory - otaczająca zieleń, która wędruje po płótnie tworząc świeży i lekki klimat dla błękitu formującego rzeczną plamę oraz surowej czerni kształtującej mosty, drogi i ścieżki. Czy to jest obecny obraz miasta? Tak wygląda
jego rozwój? A może to właśnie to, do czego dążymy? Jak ten fragment ma się odnieść do pozostałych - krytycznie patrzących na rzeczywistość? Analiza tego dzieła jest niezwykle pasjonująca ze względu na powiew lekkości, który za sobą niesie. Wkomponowanie go do pozostałych wytworów miejskich może sprawić niemały problem. Jednakże nie należy zapominać o idei cyklu, która jest w tym przypadku prawdopodobną tezą dla zobrazowanych sytuacji.
  
Konkluzja: M a s y m i a s t a smakują znakomicie, prezentują nonszalancję w zupełnej prostocie
i cudownie przeobrażają się za sprawą woni kawy i herbaty.
 

Zuzanna Szatkowska, 1F